Kiedy wszyscy już kończą pracę i rozchodzą się szczęśliwi do domów. Zapada zmrok i nadchodzi nocna zmiana. Do pracy przychodzi Mahmud zwany Tonym, Około 60-letni Hindus z Kenii i Roy, nie młodszy angol tak angielski jak ich natura stworzyła.
Roy pali na potęgę i cuchnie niemiłosiernie a Mahmud żuje jakieś miętowe świństwo. kiedy wsiadają mi razem do samochodu to wali mentolowymi. Do tego Mahmud chyba nie uznaje prania bo ubranko ma zwykle średnio świerze.
Takie atrakcje. Światło - Dżwięk jak na zamku w Malborku...
Ale dobra...
Cofnijmy sie do wczoraj. Godzina okolo 23:00. Trzeba policzyc koperty z kluczykami do samochodów klientow.
- Mahmud, moglbys to policzyc ?
Liczy.....
Ja tam robie swoje, papierki mi smigaja, raport za raportem, cyferki sie zgadzaja. Jest ladnie i przyjemnie.
- Mahmud ! Policzyles ? Ile jest kopert ?
- 64 !
- a na liscie ?
- 64 !
Czyli wszystko w porzadku, wszystko ok. Dokumenty do kupy. Koncowy raport zrobiony. Kopie porobione. Na koniec jeszcze tylko sprawdzic czy wszystko sie zgadza....
- Mahmuuuuuud !!
- ?
- Ile kluczykow naliczyles ?
- 64 ! Dwa razy liczylem. I Roy sprawdzal !
- Rooooy ! Ile bylo kluczykow.
- 64
- To dlaczego w pudelku jest 65 i na liscie tez 65 ?
Nie mieli pojecia. Ja tez. Wszystkie raporty od poczatku.
Minal dzien, wieczor nastepny.
Podobna sytuacja.
- Mahmud, policz kluczyki (Roy ma wolne)
- haha (pamietal wczoraj..) ok
- Juz ? Ile jest ?
Mahmud podniosl palec wskazujacy w gore, blysnal okiem i z usmiechem typu "nie zlapiesz mnie znowu" oznajmil
- 40 !
- Na liscie ?
- Tez 40 !
Pomny wczorajszego sprawdzilem.
Bylo 41. Na liscie tez.
Nie powiedzialem mu tego. Nie było sensu.
Poniedziałek, ciemno już bo noc prawie, w telewizji leci nic. Oglądam bo kolorowo. Nagle sms od Czesława. "To jedziemy gdzieś ?" Moja odpowiedź w takich przypadkach jest jedna.
No to wpadł rano następnego dnia. To był już wtorek wtedy jak on wpadł. Tak, pamiętam jak dziś, wpadł we wtorek. Rano jakoś było... Kupiony w Tesco za 5 funtów album "501 miejsc wartych zobaczenia w UK" poszedł w ruch i wybór padł na szerokie plaże w Norfolk.
Przypomniało mi się, że ostatnio sprawdzałem gdzie kręcili 'Allo 'Allo! i istniało prawdopodobieństwo, że będzie to gdzieś po drodze. Było.
Trafił nam się bonus ponieważ rynek z Cafe Rene był dziedzińcem budynku, który w serialu "grał" kwaterę Niemców. Dwa w jednym więc.
Obecnie jest tam hotel i postanowiliśmy najpierw zapytać czy możemy wejść na dziedziniec i popstrykać. Zastanawiałem się czy nas nie przegonią ale nie dość, że recepcjonistka zgodziła się z uśmiechem to jeszcze odprowadziła nas na miejsce :)
Dość ciężko było poznać na którym boku kwadratowego placu znajdowała się kawiarnia. Wszystko teraz wygląda zupełnie inaczej niż w filmie choć nie sądze aby przebudowywali sam budynek. Po szczegółach elewacji doszedłem do wniosku, że witryna Cafe Rene musiała być nabudowana na oryginalną ścianę.
Według mnie zabudowana została większość ściany z białymi arkadami od samej bramy niemal po ścianę prostopadłą z czarnymi dużymi drzwiami. Zabudowanie obejmowało także piętro gdzie zasłonięto dwa okna zastępując go jednym oraz szyldem. Pozostawiono jedynie drzwi w samym rogu i te drugie obok po prawej oraz okno nad nimi. Reszta stała się witryną.
Parę zdjęć i w drogę. Po drodzę minęliśmy były obóz treningowy tzw Szczurów Pustyni ale nie stać nas było czasowo na 2 milowy spacer dookoła poligonu.
Po kilku następnych jednostkach czasu dotarliśmy na wybrzeże:
Standardowo i niezbyt ciekawie. Odpływ w połączeniu z zacumowanymi łódkami zawsze daje takie trochę depresyjne wrażenie.
Na dodatek cały czas deszcz wisiał w powietrzu. Co poniektóre krople docierały nawet na ziemię.
Zabraliśmy sie stamtąd dość szybko i ruszyliśmy do rezerwatu Holkham. Właściwie to ruszyliśmy gdziekolwiek bo, że dotarliśmy do rezerwatu dowiedzieliśmy się na miejscu.
Plaża miała dobre pół kilometra szerokości. Szliśmy i szliśmy i szliśmy. Dotarliśmy do wydm i z ich szczytu wreszcie można było zobaczyć morze.
I wtedy się rozpadało.
Nie było sensu iść dalej. już teraz mieliśmy jakieś 20 minut drogi powrotnej. Zawróciliśmy więc nie dochodząc do morza.
Następnym miejscem było Blakeney.
Niby nad morzem a morza nie widać. Tabliczki wmurowane w budynek mówiły, że czasami jednak widać:
Dla nie mówiących w lengłydżu Czesław wskazuje tabliczkę na której jest napisane: "Poziom zalania" i rok 1953. Obok były jeszcze inne tabliczki z okazji innych powodzi ale ta była najwyżej.
następnym punktem programu był Blakeney Point.
Niby na końcu miały czekać foki ale strasznie trudno się idzie po takich kamieniach :) Poza tym robiło się już późno a do domu 200 kilometrów. I na tym właściwie zakończyliśmy wtorkowy spontan.
Z innej beczki.
Wyobraźcie sobie rosyjskiego biznesmena w nowiutkim mercedesie-mclaren za pół miliona dolarów (11-ty najdroższy samochód na świecie). Biznesmen podjeżdża pod jedną z naszych recepcji i zostawia samochód do zaparkowania. Sam odlatuje na kilka dni w nieistotnym kierunku.
Samochód prowadziły trzy osoby. Jedna parkowała, druga przewoziła na inny parking, trzecia podwoziła go do odbioru. Pierwsza zmasakrowała przedni zderzak, druga przerysowała felgi z lewej strony, trzecia zrobiła to samo tylko ze strony prawej. Biznesmen miewał szczęśliwsze powroty. Koszt naprawy wyniósł 18 tysięcy funtów !! Pokrywa oczywiście parking. Żaden z kierowców nie dostał nawet upomnienia.
This is England jak to mówią ;)
Dzień dobry,
Znów poczułem się wywołany do tablicy i dobrze. Zwlokłem się tedy z fotela co by wrzucić parę fotek z kraju curry pachnącym.
Wycieczkowa środa powoli wchodzi do tradycji. Jeśli tylko mam wolną. Żeby nie było zbyt łatwo, kolega Adaś z Kingsajzu też musi mieć wolne. Ma samochód a ja swój sprzedałem. Wiecie jak jest ;)
Tym razem wycieczka krótka ale równie fajna.
Na początek Opactwo Waverley plus okolice.
Okolice:
Sala kinowa :)
Poniżej urocze miasteczko Godalming gdzie atmosferę zepsuł Czesław mówiąc "mógłbyś trochę schudnąć". No zdrażnił mnie trochę bo w końcu to nie jego biznes. Żona moja czy jak ? Ja się nie przyp...lam do jego siwych włosów mówiąc "mógłbyś je zafarbować" ;) Nie interesuje mnie to i poza tym wieje gejem trochę no nie ? ;)
Swoją drogą mógłbym trochę schudnąć ;)
Z Godalming okrężną drogą do Farnham gdzie Sainsbury's twoim przyjacielem jest. Krótki posiłek i dalej w drogę do Chichester gdzie podobnież stacjonowali Rzymianie.
Jak widać na poniższym zdjęciu, trochę się spóźniliśmy. Jakieś 1600 lat.
Po Rzymskim mieście została wielka łąka:
Ogrodzona dookoła murem jak na następnym zdjęciu.
Z lotu ptaka podobno nadal widać inny odcień terenu, w miejscu gdzie przebiegały ulice. Na podstawie znalezisk sporządzono całkiem ładną wizualizację miasta. Jak na 400 r.n.e. robi wrażenie. Zdjęcia wizualizacji niet.
Mur z jednej strony jest wysoki tylko do kolan ale za to z drugiej ma jakieś 2,5-3 metry wysokości. Piszę, żebyście nie myśleli, że to jakaś taka byle popierdółka
I na koniec jeszcze jedno zdjęcie z Godalming tylko B&W. To samo co u góry w kolorze ale może komuś spodoba się też taka wersja.
Poniżej autor, żeby nie było, że se siedzę przy kompie, kradnę zdjęcia i wklejam do bloga pisząc głupoty ;)
PS: Czesław nie jest gejem. Ma już po prostu swoje lata i czasem musi trochę pomarudzić ;)
Nie zadziwia mnie już ten kraj wcale. Do najdziwniejszych nawet zachowań ludzkich zdążyłem się już przyzwyczaić więc i pisać nie ma o czym. Zostają wycieczki do takich na przykład belgijskich parówek, co się na drodze nie potrafią zachować. belgijskich z małej napisałem specjalnie i choć wiem, że powinno byc z małej to bym i tak napisał z małej czego przykładem jest "belgiskich" (z małej) na początku tego zdania. Kuma ktoś o co mi chodzi ? Gratuluję ;)
Ale Belgia ładna jest. Zauważam to już po raz któryś. Po raz drugi dokładnie bo po raz pierwszy było bardzo brzydko, po raz drugi było ciemno i nic nie widziałem a ostatnie dwa razy jest duuuużo dużo lepiej.
Francja też jest ładna i ostatnio nie zauważyliśmy kiedy przekroczyliśmy granicę. Taka podobna. Dopiero natłok francuskich parówek na drogach teleportował nas mentalnie do innego kraju.
Dobra leję wodę jak na maturze a tu poważne sprawy czekają.
Bo dlaczego pojechaliśmy znowu do Francji i do Belgii ?
Odpowiedź jest prosta: Bo było bliżej niż do jaskini Cheddar Mana pod Bristolem. No i prom przez kanał. Mógłbym pływać w te i we wte ;) Zwłaszcza jak buja. Ale tylko trochę bo jak za bardzo to mi niedobrze ;)
Pierwszy plan to Dunkierka - Dunkirk - Dunn Kirke - Kościół na wydmach - czy jakoś tak. I przypominam, bliżej niż Bristol !
Tak serio to chciałem zobaczyć bunkry na plaży. A za bunkrami poszła myśl: a może by tak Ypres ? Ledwie 50 kilometrów dalej. Sławne (czterokrotne) pole bitwy I-szej Wojny Światowej. Miejsce gdzie pierwszy raz użyto gazów bojowych. Poszperałem w necie, obrałem strategiczne punkty wycieczki i w drogę.
Osoby dramatu: Czesław, Krzysztof z pracy oraz skromne moi. Na poniższym zdjęciu Czesław, który jest o wiele bardziej fotogeniczny niz moi ;)
I dalej już oczywiście nie jest tak gładko.
Ypres piekny, robimy krótki spacer, objeżdżamy je 3 razy dookoła ale nie możemy znaleźć Sanctuary Wood w którym są oryginalnie zachowane okopy sprzed 100 lat oraz innych okopów zrekonstruowanych tym razem. Jedynie otwarte pole pobudza wyobraźnię popartą zdjęciami z 1915 roku. Raczej przez pomyłkę trafiamy na wzgórze 60 - "Hill 60" Lepszy rydz niż nic. Krótki spacer ścieżkami wśród ciągle istniejących lejów po pociskach i dotarcie do najwyższego punktu uwieńczonego ruinami bunkra satysfakcjonuje nas w stopniu satysfakcjonującym.
Zostawiamy "Sanctuary Wood" i kierujemy się w stronę Dunkierki. I teraz chciałbym coś zaznaczyć. Otóż pokolenie Misia Uszatka nie posługuje się nawigacją typu tom tom bo i po co. Pokolenie Misia Uszatka ma wbudowaną zdolność czytania map i posługiwania się kompasem.
Gdyby jeszcze te misie mapę miały ;)
Ale kompas był ! W iPhonie :)
Trafiliśmy do Dunkierki bezbłędnie, tak jak wcześniej nadmieniłem kompletnie niezauważywszy granicy. Niestety czasu zostało jedynie na zakupy w Auchan. Parę win i na prom.
Po powrocie, szukając więcej materiałów na temat Wzgórza 60 natknąłerm sie na całkiem nowy film (2010r) opowiadający o australijskich żołnierzach-górnikach którzy kopiąc tunele pod TYM WŁAŚNIE wzgórzem wysadzili je w powietrze tym samym zdobywając je po 2 latach od przejęcia przez Niemców. Film obejrzałem z podwójną przyjemnością
A dzisiaj Allen, którego zmieniałem w pracy, pyta się co robiłem jak miałem wolne.
- Byłem w Belgii w takim miejscu które się nazywa "Hill 60"
i zanim zdążyłem rozwinąć temat ten skoczył jak oparzony wykrzykując "HILL" !!
- Zapomniałem ! Dzwonił Mr Hill że wraca tydzień później !!
Najwidoczniej seria gaf trwa nadal.
Po Pakistańczykach przyszła kolej na Brazylijki.
Siedze sobie spokojnie na recepcji. Łażę niefrasobliwie po internecie, Zbliża się piąta. Zaraz przyjdzie recepcjonistka a po niej kierowcy. Mam jeszcze chwilę czasu to sobię coś chilloutowego na You Tube posłucham.
I nagle drzwi skrzypią, wiatr wyje złowieszczo, deszcz wdziera się do środka a wraz z nim Sheila !! Sheila jest wyżej wspomnianą recepcjonistką. Przemiła kobieta lat 50+. Zaczynam w pośpiechu wyłączać wszystkie fejsbuki, bashe, funiaste i inne wyborcze bo przecież nie mogę dawać złego przykładu.
A Sheila się zbliża...jeszcze tylko wyłączyć pocztę....wchodzi za biurko...klik, ostatni blog zniknął i...
Jako ostatnie pojawiło się google a w pasku wyszukiwania tekst:
BRAZILIAN GIRLS PUSSY...
Chyba się zrobiłem czerwony. Nie wiem. Nerwowo, drżącą ręką wyłączyłem i to ale chyba tylko pogorszyłem sytuację.
I weź teraz wytłumacz zdziwionej Sheili, że chodziło o to:
Przypomina mi się stary kawał:
Do baru wpada stały klient
- Setkę poproszę!
Zdziwiony barman podaje - ten szybko wypija.
- Jeszcze jedną setkę...
Barman pyta:
- Panie Karolu, co się stało? Zawsze wpadał pan na jedno piwko, nigdy żadnej wódeczki, co jest?
- Panie szanowny, tego nie da się wytłumaczyć...
- Spróbuj pan, może się da...
Facet zaczyna opowiadać:
- Poszedłem dziś do obory, by wydoić krowę, podstawiłem wiaderko a ona mi go tylną nogą wywaliła. Zdenerwowałem się, chwyciłem za sznurek i związałem jej tylne nogi. Podstawiłem wiaderko a ona przednią nogą mi je wywaliła - związałem jej przednie nogi. Już miałem doić, a ta cholera ogonem je wywaliła. Nie miałem więcej sznurka, więc zdjąłem pasek od spodni i ogon przywiązałem jej do belki nad głową. Chcę doić, a ta zołza jakoś cyckami przewróciła mi wiaderko! Panie, nie wytrzymałem, zerwałem się, żeby ją zbić, no ale bez zdjętego wcześniej paska spadły mi spodnie - na to wszystko weszła moja żona!
Panie, tego nie da się wytłumaczyć!!!
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 174 344 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Mam 37 lat - to całkiem nieżle jak na mój wiek
Mam kilka nałogów i cały czas szukam następnych ;)
Nie handluję komentarzami a już wogóle komciami (chyba, że za fajki)
Ale reklama, nie ma co...